[ back ] [ up ] [ next ]

brama miejska w Saint Jean Pied de Port i rzeka o świcie
+
— zdają się być dobrze zorientowani - oceniłem sytuację, bo pociąg nie zdążył jeszcze wjechać na stację, a już niektórzy podnieśli się dając tym samym znak. w wagonie zrobił się ruch, na ramiona zarzucone zostały plecaki, a przy drzwiach stłoczyli się gotowi do opuszczenia składu… dopiero wtedy za oknem mignęła mi tablica: Saint Jean…
to była końcowa stacja; wszyscy wyszli z wagonów. kilku najwyraźniej miejscowych poszło w swoją stronę, a objuczona większość uformowała chaotyczną grupę, która z pozoru bezwładnie ruszyła w jednym kierunku. zapadał zmierzch, nie wiedziałem dokąd iść, więc chociaż zazwyczaj unikam konformizmu, tym razem jednak poszedłem z wolna za stadem :>
w ten sposób dotarłem do biura pielgrzyma, mieszczącego się w budynku obwieszonym emblematami. nie wiedziałem, że coś takiego istnieje.
było czynne. pracownicy /wolontariusze?/ czekali na nas - na ostatni pociąg, który nas przywiózł.
o nic nie musiałem pytać, wszystko działo się samo: do przygotowanych w biurze stolików ustawiły się kolejki… po co? - przyjrzałem się - po dokumenty. najpierw wpisywano każdego w rejestr, a potem za dwa eu dawano takiemu zarejestrowanemu imienny karnet /z numerem dowodu/ i odbite na ksero kartki: plan trasy /podzielonej na etapy/ aż po Santiago i wykaz miejscowości z informacją o schroniskach, sklepach, wodzie… - może się przydać - pomyślałem i dałem się również zarejestrować.
— co mi szkodzi. już i tak figuruję we wszystkich europejskich bazach danych, mogę i tutaj…
+
…a kiedy dopełniłem formalności stając się jednym z wielu oficjalnych pielgrzymów :> rozejrzałem się po biurze i wypatrzyłem koszyk, a w koszyku muszle. były już przygotowane: przewiercone i z nawleczonym w dziurkę sznurkiem, by można je było zawiesić.
— mogę wziąć jedną, symboliczną? - zapytałem.
— możesz - ktoś mi odpowiedział.
+
wtedy okazało się, że w pociągu i w grupie, która nim przyjechała, był nie jeden Polak, ale dwóch :> oprócz tego przysypiającego naprzeciwko, także ten rozmawiający z Australijką, którego uznałem za Francuza, bo wypowiadał się w tym języku… zabawne i zastanawiające, że tak się spotkaliśmy…
okazało się również, że nasz ostatni pociąg nie był tego dnia pierwszym!:> schronisko obok biura było już pełne - no problem, NO PROBLEM - kierownik biura uspokoił zatroskanych i otworzył dodatkową salę w przerobionej na te cele stodółce :> nocleg w niej kosztował siedem euro.
— wprawdzie zarobiłem w Norwegii co nieco, ale podróż tutaj sporo mnie wyniosła… - po chwili wahania postanowiłem znaleźć coś „tańszego”. - muszę oszczędzać, zwłaszcza na początku, bo nie wiem ile pójdę, a potem będę musiał jeszcze wrócić… w Paryżu przeliczyłem środki i z grubsza wyszło mi, że nie mogę wydawać więcej niż 10 eu dziennie, dlatego zdecydowałem co drugą noc spędzać za darmo, gdziekolwiek. najlepiej zacząć od razu…
+
w Saint Jean jest camping, tam poszli poznani Polacy. jeden z nich ma namiot.
w Saint Jean jest też zadaszony parking - dowiedziałem się od dziewczyny w biurze. dała mi plan miasteczka i zaznaczyła miejsce.
w Saint Jean są chyba przyzwyczajeni do freaków.