[ back ] [ up ] [ next ]

kocica z Villamayor de Monjardin
nabiegałem się za nią po wsi, żeby zrobić zdjęcie, oj nabiegałem :>
dopadłem ją wreszcie pod kościołem. siedział tam pewien pan, też pielgrzym, zagadał do mnie po angielsku, gdzie będę spał? bo we wsi Villamayor są dwa są dwa schroniska. jedno prywatne u Holendrów, a drugie publiczne... byłem tu w zeszłym roku - powiedział - spałem w publicznym. okropne warunki. tym razem spróbuję u Holendrów. biorą pięć euro, ale będzie pewnie lepiej... a ty gdzie będziesz spał? — ja? tutaj w hamaku na tamtych drzewkach go rozwieszę - odpowiedziałem.
+
dzisiaj wypada mi nocleg w terenie. chyba zrobię tak jak powiedziałem. mam w plecaku lekki sznurkowy hamak wojskowy... a drzewka obok kościoła mają idealny rozstaw pni :>
...co on powiedział? że był już tutaj w zeszłym roku? - scuse me - pytam go - znaczy że sińor już tędy szedł?
— tak. idę już trzeci raz.
— nieźle - zadumałem się i nie zdążyłem mu nawet pogratulować, bo podeszła do nas dziewczyna. zapytała o sklep i o nocleg. starszy pan, pielgrzym z doświadczeniem, wyjaśnił gdzie i jak :> i tak nawiązała się między nimi rozmowa. przysłuchiwałem się jej skromnie, nie mogłem inaczej... to była druga lekcja pokory.
okazało się, że dziewczyna /ma na imię Agnes/ wyruszyła z Ulm. i jest już drugi miesiąc w drodze. jak wobec jej doświadczenia wygląda moje, trzy-czterodniowe? a jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że zacząłem JAK NALEŻY od początku... bo w książkowym przewodniku pielgrzymka zaczyna się w Pirenejach ?:> ale za mnie dureń. przecież to takie oczywiste że zaczyna się w domu...