...lepiej chyba trafić nie mogłem.
było to schronisko parafialne, w samym centrum miasteczka, z widokiem na rynek. donativo: znaczy co łaska... wrzuciłem pięć euro. i wpisałem się na listę chętnych do udziału w kolacji - jeśli zapraszają, oby tylko nie kazali mi się przed jedzeniem przeżegnać, bo się okaże żem nie katolik i jeszcze mnie pogonią... - płonne obawy :> okazało się, że schronisko chociaż parafialne, było całkiem świeckie /nawet krzyż na ścianie nie wisiał/. prowadziła je pewna Francuzka... +
jak na moją skromną dietę, kolacja była suta, z dobrym hiszpańskim winem i delicjami. przy stole panowała sympatyczna i gadatliwa atmosfera, jak na towarzystwo międzynarodowe. wino ułatwiło znaleźć wspólny język :> gospodyni jadła z nami i piła. miała na imię Marii, a znalazła się we Vianie... wyznała rutynowo /codziennie przy kolacji ma nowych gości/ ona też kiedyś ruszyła na pielgrzymkę i tak ją polubiła, że postanowiła się z nią związać. i teraz tu, na granicy Navarry i La Rioja prowadzi schronisko. +
a na zdjęciu widok z okna, następnego dnia o świcie
|