koniec kolejnego etapu. Castojeriz.
po wczorajszych dwudziestu /z San Juan do Burgos/ dzisiaj przeszedłem 42 km. ostro :> dałem czadu :>
w Castrojeriz trzeba oszczędzać wodę, taką kartkę przeczytałem w łazience schroniska, fakt w miasteczku, na placu rzuca się w oczy wyschnięta fontanna.
+
spotkałem tutaj żołnierza legionistę :> gdy mnie zauważył, uśmiechnął się z daleka i mówi na przywitanie z drwiną: ale schudłeś!:>
— Francuzka jakaś za tobą biega - odpowiadam z lekka złośliwie, by nie zostać dłużnym :>
— skąd wiesz? - zrzedła mu mina.
— pytała mnie o ciebie...
— tutaj? - z lękiem :>
— nie. wczoraj, więc uważaj :> wieści krążą wśród ludzi... ja się nie udzielam, mało gadam, wydawało mi się, że jestem incognito, a tu nagle podchodzi do mnie dziewczyna, którą pierwszy raz widzę, i mówi: tyś Polak, i pyta o ciebie...
...żołnierz na te słowa wziął nogi za pas :> sorry, nie chciałem go pogonić, zwłaszcza na zbliżającą się burzę. +
zerwał się porywisty wiatr podrywając z ziemi tumany kurzu. nadciągnęły chmury i zagrzmiało, lecz nie spadła ani jedna kropla deszczu. to była krótka i gwałtowna burza piaskowa.
— tutaj trzeba oszczędzać wodę.
|