patrząc na te widoki przypomina mi się „Arizona Dream” i zaczynam gwizdać Bregovića +
zbliżam się do Sahagun, gdzie przenocuję... dzisiaj pobiję rekord przebytych w jeden dzień kilometrów. wedle rozpiski jaką dysponuję: z Villalcazar de Sirga /skąd wyruszyłem/ do Sahagun jest (sic!) 49 kilometrów. kawał drogi. by utrzymać tempo 5 km/h należy zdecydowanie kroczyć przed siebie i za bardzo się nie rozglądać :> to jest dziesięć godzin non stop. dodając przerwy na wytchnienie, inne konieczności i przypadki... prosty rachunek... 12 godzin w ruchu... w ruchu? w transie! bo jak inaczej nazwać ten stan dziwnego zniewolenia :> niemocy by się zatrzymać? chociaż nigdzie ci się nie spieszy, ani nikt cię nie goni...
— idziesz bo cię nogi niosą :>
|